Aktywność fizyczna – poniedziałek – 29 czerwca 2015: bieg
![]() |
| Lato nad rzeczką... |
Za Matyldą to normalnie z pisaniem dziennika nie można nadążyć ;) Jeden się kończy, a już od poniedziałku zaczyna się kolejny. Dzisiaj przestało padać, pogoda całkiem znośna i Matylda od rana wzięła się za bieganie. Planowo 10km rozbiegania - tempo konwersacyjne.
Załatwione, pobiegane, odhaczone. Krok za krokiem, pomalutku do celu, którym na ten rok jest debiut w półmaratonie. Czasu do jesieni sporo, czas wakacyjny sprzyja treningom, na jesieni okaże się, ile wypracowałam.
Aktywność fizyczna – środa – 24 czerwca 2015: bieg
![]() |
| Lawendowe pole |
Biegania ciąg dalszy. Dziś Matylda przebiegła 10km w tempie konwersacyjnym plus rytmy 6x100/100m. 100m na ok 80% możliwości, kolejne 100m przerwy w truchcie i tak razy sześć. Dzisiaj wreszcie przestało padać i choć pogoda na letnią nie wygląda, to jednak do biegania jest w sam raz. Trochę słońca, trochę chmur i temperatura w sam raz.
Ja nie biegam - robię sobie wolne po półmaratonie wrocławskim, a dodatkowo mam trochę urlopu i zabrałem się za wymianę paneli w pokojach i tak jakoś szybko czas mija mi przy pracy ;) Może pobiegnę w czwartek, a może w sobotę - pomyślę...
| O spodenkach rowerowych będzie na końcu wpisu |
Aktywność fizyczna – poniedziałek – 15 czerwca 2015: bieg
Do pierwszego półmaratonu Matyldy zostało jeszcze trochę czasu, teraz na początku planu większość biegów to budowanie podstawowej bazy - wydolności tlenowej. Bieganie to zatem spokojne rozbiegania w stałym tempie. Dzisiaj przypadło 12km. Ogólnie trochę się ochłodziło, stąd i wysiłek mniejszy, a tempo zdecydowanie wyższe, niż ostatnio. Bardzo udane i przyjemne bieganie na początek tygodnia.
Aktywność fizyczna – wtorek – 17 czerwca 2015: bieg
Bieganie na zmianę. Dzisiaj Matylda wolne, a biegam ja. Spokojnie po pracy 9km rozbiegania w terenie, z tego kilometr w trawie po pas ;) Było wesoło i mocno trailowo. Na koniec kilka stumetrowych przebieżek i to byłoby na tyle mojego biegania, jeżeli chodzi o ten tydzień. Do soboty wolne. A w sobotę... a w sobotę gdzieś tam pobiegnę :) W niedzielę pewnie damy znać co i gdzie to było.
Aktywność fizyczna – środa – 18 czerwca 2015: bieg
Zmiana być musi, czyli biegania w kratkę ciąg dalszy. Matylda dzisiaj przebiegła 8km rozbiegania plus rytmy 5x100/100m. Rozbieganie spokojne i rozgrzewkowe, na koniec mocne rytmy dla pobudzenia ;) Pogoda idealna do biegania, czegóż chcieć więcej!
Aktywność fizyczna – piątek – 19 czerwca 2015: bieg
Dzisiaj Matylda biega, a ja odpoczywam, lub lepiej: znowu robię za działacza, czyli jadę za Matyldą na rowerku jako ochrona w lesie. Bo któż wiedzieć może, cóż w ostępach leśnych na samotnie biegnącą Matyldę czaić się może ;) Biegamy dzisiaj 12 km rozbiegania po terenie przeróżnym: las, pole, łąka, asfalt - taka mieszanka nawierzchni i dziur wszelakich. Dobre dla stawów, mięśni i psychicznego wypoczynku :)
Aktywność fizyczna – niedziela – 21 czerwca 2015: bieg i rower
Po nocnym powrocie z półmaratonu we Wrocławiu, bo w sobotę właśnie tam biegłem, lecz o tym napiszemy w osobnym poście, trochę poodpoczywaliśmy, a później Matylda poszła biegać - 10km rozbieganie w tempie konwersacyjnym, a ja dla lekkiego masażu mięśni po wczorajszym bieganiu wsiadłem na rowerek i spokojniutko przejechałem jakieś 18km.
![]() |
| Mała wycieczka rowerowa |
![]() |
| Mała wycieczka rowerowa |
![]() |
| Super Spec ;) |
Naszymi nowymi rowerkami zrobiliśmy w tym roku już nieco ponad tysiąc kilometrów i po ostatniej wyprawie zadałem sobie trochę trudu i wyczyściłem w miarę dokładnie napędy i łańcuchy plus lekkie przesmarowanie łańcucha. Od tamtej pory przez chyba dwa tygodnie rowerki stały nie ruszane i dopiero dzisiaj pierwszy raz po czyszczeniu wsiadłem na siodełko. Powiem tyle: Ameryki nie odkryję, ale warto dbać o czystość napędu - rower sunął bezszelestnie. To lubię. Żadnych dziwnych dźwięków, podejrzanych odgłosów, zmiana przełożeń płynna i precyzyjna. I tak ma to wyglądać.
![]() |
| Jak dla mnie czystość łańcucha OK |
![]() |
| Jak dla mnie czystość łańcucha OK |
Z nowości rowerowych
Po ostatnich czterodniowych wojażach po Dolnym Śląsku i związanym z nimi rowerowym bólu miejsca, w którym plecy tracą swą szlachetną nazwę, postanowiliśmy nabyć nowe gatki rowerowe z pampersem. Do tej pory, spory już kawał czasu jeździliśmy w szortach z bokserkami firmy Rogelli. Spodenki bardzo porządnie uszyte, mocne, praktycznie nie do zdarcia. Same jednak pampersy już nieco się zużyły i straciły większą część swoich właściwości, co boleśnie odczuliśmy na ostatniej wycieczce. Co by na przyszłość trochę swój komfort poprawić, dokonaliśmy zakupu nowych spodenek rowerowych.
Matylda dostała damskie spodenki 3/4 MIMO Design z całkiem solidną (przynajmniej wg opisu) wkładką, mi przypadły w udziale przecenione niemal o połowę spodenki firmy Dare2b (były ostatnie w tym rozmiarze i stąd przecena) z ponoć super-hiper wkładką. Wkładka rzeczywiście nie wygląda najgorzej, za to wykonanie samych spodenek nieco mnie rozczarowało. Bardzo delikatne szwy, cieniutkie niteczki, tam gdzie powinno być porządnie przeszyte, jest tylko mizerny szewek...
| Męskie spodenki rowerowe Dare2b |
| Męskie spodenki rowerowe Dare2b |
Zobaczymy, jak to się sprawdzi w warunkach bojowych, lecz na pierwszy rzut oka nie wróżę tym spodenkom zbyt długiego życia. To już Matyldy Mimo są o wiele solidniej uszyte. Dodam jeszcze, że gdybym kupił te gatki w normalnej cenie (prawie 200zł) to byłbym mocno niezadowolony, ponieważ jednak przecenione były prawie o połowę i kosztowały mnie stówkę z małym groszem, to jakoś to przeżyję ;)
W spodenkach jeszcze nie jeździliśmy. Po kilku jazdach damy znać jakie wrażenia i czy warto było. Bardzo chciałbym, aby "warto było", bo zakup był może trochę impulsywny i mam wrażenie, że mogłem to lepiej przemyśleć. Cóż, było minęło. Pojeździmy, zobaczymy.
Aktywność fizyczna – wtorek – 9 czerwca 2015: bieg
![]() |
| Sezon na truskawki |
Mój pierwszy bieg po rowerowych wojażach na Dolnym Śląsku. Matylda nadal odpoczywa - prawie 450km na rowerze w cztery dni dały się we znaki ;) Dzisiejszego biegania trochę się obawiałem, bo to nogi nieco bolą i w ogóle takie wszystko utrudzone. Tymczasem zrobiłem sobie 10km rozbiegania w drugiej strefie bez żadnego problemu. Było lekko i przyjemnie. Co lepsze: przy podobnym jak zazwyczaj tętnie, tempo biegu było znacznie wyższe. Nie wiem - może pogoda też miała na to wpływ, ponieważ akurat dzisiaj dość znacznie się ochłodziło i lekko kropił deszcz. W każdym razie: pobiegłem, przebiegłem i nie było źle.
Aktywność fizyczna – wtorek – 26 maja 2015: bieg
Ciąg dalszy naszego radosnego tuptania. Zgodnie z planem i założeniami Matylda robi sobie dzisiaj małe rozbieganie: 8km w spokojnym tempie konwersacyjnym. Pisać wiele nie ma o czym, bo cóż tu wielkiego o rozbieganiu wymyślać można ;) Chyba tylko tyle, że z uporem i wytrwale realizujemy plany, a poza tym niedługo trzeba będzie pomyśleć o nowych butkach biegowych dla Matyldy.
Ja także dzisiaj pobiegałem. Rozbieganie w drugiej strefie 10km plus interwały - rytmy 5x100/100m na ok 80% możliwości przeplatane truchtem. Coś się po południu pogoda trochę popsuła i praktycznie przez cały bieg kropił lekki deszczyk i dość solidnie wiało. Mimo tego dzisiejsze bieganie zaliczam do całkiem przyjemnych i udanych.
Aktywność fizyczna – czwartek – 28 maja 2015: bieg
Z precyzją szwajcarskiego zegarka ;) Matylda od rana wybrała się na bieganie. Dzisiaj w planach trochę inny zestaw: 8km spokojnego rozbiegania w okolicach 6:30/km i wolniej, a do tego 4km biegu w tempie biegu na 10km, czyli ok 5:55/km. Plany planami, a życie życiem - jakoś nie było weny do biegania i dlatego przebiegłam tylko 10km, zamiast planowanych 12-stu.
Wieczorem czas na moje zabawy biegowe, czyli 12km rozbiegania - druga strefa i trochę rozciągania na zakończenie. Może i specjalnie pasjonujące te rozbiegania nie są, ale dają sporo radości i pozwalają cieszyć się niespiesznym bieganiem, zwłaszcza że i pogoda i przyroda wręcz zachęcają do takich spokojnych wybiegań.
Aktywność fizyczna – sobota – 30 maja 2015: bieg
W sobotę miałem ambitny plan biegowy: 2km rozbiegania w drugiej strefie, 2km biegu po 5:10/km, później 5 x po 2km po 4:45/km naprzemiennie z jednym kilometrem w tempie ok 06:00/km. Do trzeciego interwału było całkiem znośnie. Później zawróciłem i dostałem wiatrem w twarz. Wczesnym popołudniem wiało potwornie. I właśnie ten wiatr mnie wykończył. Zamiast pięciu zrobiłem trzy interwały i jeden taki nie w tempie i dałem sobie spokój. Naprawdę zawiewało konkretnie. Poza tym nogi po wczorajszym "dniu nóg" na siłowni w ogóle nie chciały współpracować. Bieganie w sobotę będzie chyba tylko wtedy, gdy będzie to spokojne rozbieganie. W przeciwnym wypadku przekładam na niedzielę i tyle.
Tak na koniec trochę żywieniowo. Każdy pewnie lubi koktajle owocowe. My też ;) Ale nie zawsze chce się nam te wszystkie owoce myć, kroić i ogólnie - przygotowywać. Ostatnio w sklepie z owadem na B ;) wynaleźliśmy coś takiego:
Bardzo fajna sprawa. Owoce pokrojone, zamrożone i bez żadnych dodatków. Wystarczy na kilkanaście minut wrzucić do blendera, coby nieco odtajały, dodać wody, mleka, soku, czy co kto tam lubi - zmiksować i wychodzi chłodny i całkiem przyjemny koktajl owocowy. Szybko, smacznie i niedrogo! Warto spróbować.
Jeszcze jedna sprawa. Na niedzielę szykujemy się na kolejny bieg :) Kto i na ile? Aaa, zobaczycie, jak napiszemy ;) A tak na poważnie to w tygodniu postaram się wrzucić jakąś relację ze zdjęciami, ale bądźcie wyrozumiali, bo aktualnie mam pewne zawirowania w pracy i z czasem niespecjalnie ciekawie się porobiło - to na szczęście tylko chwilowe i później będzie lepiej ;)
Jeszcze jedna sprawa. Na niedzielę szykujemy się na kolejny bieg :) Kto i na ile? Aaa, zobaczycie, jak napiszemy ;) A tak na poważnie to w tygodniu postaram się wrzucić jakąś relację ze zdjęciami, ale bądźcie wyrozumiali, bo aktualnie mam pewne zawirowania w pracy i z czasem niespecjalnie ciekawie się porobiło - to na szczęście tylko chwilowe i później będzie lepiej ;)
Aktywność fizyczna – wtorek – 19 maja 2015: bieg
![]() |
| Mnóstwo map rowerowych |
Biegamy dalej. Pogoda dopisuje, chęci są, nowe cele wyznaczone, przed nami przyjemniejsza pogodowo część roku, a więc: do roboty!
Aktywność fizyczna – środa – 13 maja 2015: bieg
Na początek dziennika jeszcze taka zabłąkana panorama rynku w Kazimierzu Dolnym. Gdzieś umknęła mi pomiędzy zdjęciami i dopiero teraz ją poskładałem i wrzucam ku radości :)
![]() |
| Widok na Rynek w Kazimierzu Dolnym |
Po wojażach i biegach w Inowrocławiu rozpoczynamy kolejny tydzień naszej przygody z bieganiem. W zasadzie to lepiej byłoby powiedzieć, że rozpoczyna go Matylda, ponieważ ja na razie robię sobie wolne po sobotnim bieganiu półmaratonu - pewnie w czwartek zrobię jakiś spokojny bieg, a większe bieganie rozpocznę od przyszłego tygodnia.
Po półtora roku regularnego biegania oraz kilku startach w biegu na 10km dzisiaj Matylda oficjalnie rozpoczyna przygotowania do startu w pierwszym półmaratonie. Optymistyczny zakładany wariant czasowy to okolice dwóch godzin w kierunku trochę powyżej.
Nie wiemy jeszcze w którym w którym biegu Matylda wystartuje, lecz będzie to najprawdopodobniej któryś z jesiennych półmaratonów (wrzesień - październik). Zobaczymy z czasem. Wydaje mi się, że okres niecałych czterech miesięcy spokojnie pozwoli Matyldzie przygotować się do bezproblemowego przebiegnięcia półmaratonu w planowanym terminie.
Dzisiaj pierwszy bieg z nowego planu: 8km rozbiegania, a jak rozbieganie to w spokojnym tempie, które wynika z ostatnich osiągnięć biegowych Matyldy na 10km i mieści się w zakresie od 6:30min/km do prawie 7min/km.
Aktywność fizyczna – czwartek – 14 maja 2015: bieg
Biegamy dalej. Matylda zrobiła dzisiaj kolejny bieg ze swojego planu półmaratońskiego. Tym razem było to 12km rozbiegania, czyli pomalutku budujemy bazę na jesień ;)
U mnie dzisiaj pierwsze bieganie po półmaratonie. Wybyczyłem się trochę, wiem ;) Na początek zatem lekki bieg na 8km w drugiej strefie tętna. Tempo średnie ok 5:55min/km. Takie sobie przyjemne rozbieganie. Bardzo miłe wrażenia spokojnego, równego biegu. Tego mi było trzeba. Dawno już tak spokojnie nie biegałem... i być może to był błąd.
Aktywność fizyczna – piątek – 15 maja 2015: bieg
Matylda ostro rozbudowuje bazę ;) Dzisiaj od rana ponownie rozbieganie na 12km. Tempo konwersacyjne, średnio 6:23min/km.
Aktywność fizyczna – sobota – 16 maja 2015: rower
Wykorzystując ładne sobotnie popołudnie wskoczyliśmy na rowery. Taka niewielka przejażdżka po okolicznych wioskach. Wszystkiego wyszło równiutko 40km. Odległość żadna, ale trochę się przewietrzyliśmy, trochę nawąchaliśmy kwitnących bzów i ogólnie było miło i rozrywkowo. Zdjęć żadnych nie ma, bo tak jakoś zupełnie zapomniałem o zabraniu aparatu - po prostu wypadło mi z głowy i tyle.
Aktywność fizyczna – niedziela – 17 maja 2015: bieganie
Na niedzielę mieliśmy zaplanowaną trochę dłuższą wyprawę rowerową, ale z przyczyn niezależnych trzeba było ją przełożyć - najpewniej na kolejną niedzielę. Czasem tak bywa. W sumie jednak nie żałowaliśmy, że tak wypadło, ponieważ przez cały dzień wiał dość mocny wiatr, a po niebie przetaczały się ciemne chmury.
Zamiast roweru poszedłem pobiegać. Dzisiaj zrobiłem sobie 12km: 8km spokojnego rozbiegania w drugiej strefie plus 4km w tempie 5:10min/km. Bardzo przyjemne bieganie. Takie spokojne wybiegania dają mi dużo frajdy i radości. Trochę tego zadowolenia z biegania straciłem przez ostatnie treningi biegane przeważnie dość szybko - jak na mnie i teraz takie spokojne truchtanie bardzo mi się podoba.
Nie ukrywam, że trochę przemówiła mi do rozsądku książka 80/20 Matta Fitzgeralda, którą postaram się wkrótce opisać i przedstawiona w niej idea wolniejszego biegania na treningach, a zwłaszcza odbywania rozbiegań wg wskazań pulsometru, a nie wg tempa. Do tej pory zawsze biegałem na tempo i prawie zawsze kończyło się na tym, że to tempo było zbyt duże w stosunku do tego, co miało być. Biegając wg tętna, jest mi o wiele łatwiej mieścić się w zadanej strefie i nie mam pokusy, aby przyspieszać.
To tyle ciekawostek na ten tydzień. Nic szczególnego się nie wydarzyło. Matylda rozpoczęła przygotowania do półmaratonu na jesieni, ja zrobiłem sobie tydzień odpoczynkowy od biegania po biegu Piastowskim w Inowrocławiu. Brakło nam czasu na więcej roweru, ale może nadrobimy to w czerwcu, jeżeli uda się wykombinować jakiś dłuższy wyjazd.
Aktywność fizyczna – wtorek – 5 maja 2015: bieg
Po raz pierwszy po powrocie z majówki rowerowej oraz po ostatniej "reakcji anafilaktycznej" wbiłem się dzisiaj w strój biegowy i postanowiłem spróbować. Planowo bieg z narastającą prędkością na 8km w zakresie od 5:15 do 4:52, tak więc całkiem spokojnie. Zjadłem wcześniej i miałem wielką nadzieję, że dobiegnę bez zbędnych atrakcji. Udało się. Przebiegłem bezproblemowo całą trasę. Bez pokrzywki, bez duszności itp. Jeżeli to tylko tyle i wystarczy, że będę jadł minimum 4 godziny przed biegiem, to jestem bardzo zadowolony. Będę testował dalej.
Aktywność fizyczna – środa – 6 maja 2015: bieg
Dzisiaj Matylda zrobiła biegowy rozruch po Kazimierzu Dolnym. Na początek lekkie 5km. O pogodzie nie piszę, ponieważ chyba wreszcie wiosna zagościła na dobre i jest po prostu w sam raz. Tylko korzystać.
Aktywność fizyczna – czwartek– 7 maja 2015: bieg
Kolejne bieganie Matyldy. Na razie takie luźne bieganie bez planu. Na samopoczucie i wyczucie. Dzisiaj wypadło 15km w tempie 06:29min/km. Chyba powoli czas się zabierać za przygotowania do jakiegoś półmaratonu. Może na jesieni? Kto wie...
No i ponownie w tym tygodniu krótki dziennik... z powodu, z powodu weekendowego wyjazdu na kolejny półmaraton. Jak przyjedziemy i się ogarniemy z bałaganem, to oczywiście napiszemy, co widzieliśmy i jak było. Teraz napiszę tylko, że jedziemy na VIII Bieg Piastowski z Kruszwicy do Inowrocławia, a przy okazji chcemy trochę pooglądać uzdrowiskową część miasta.
Aktywność fizyczna – wtorek – 28 kwietnia 2015: bieg
Niesiona sukcesem ;) Matylda od rana postanowiła pobiegać. Dziś lekkie, regeneracyjne i nietypowe 14km ze średnim tempem 6:34min/km. Więcej niż dziesięć w ramach odpoczynku od dystansu poniżej 10km i dla przekonania się, że można pobiec dalej i nic złego się nie dzieje, a 10km nie jest kresem możliwości :)
Ja dzisiaj odpoczywam - zaleczam jeszcze wszystkie ostatnio zdobyte pęcherze i otarcia. Poza tym po południu i wieczorem znowu zaczęło się jakieś szaleństwo pogodowe i bez większego żalu zrezygnowałem z biegania, zwłaszcza że planowo miało być lekkie 5km.
Aktywność fizyczna – środa – 29 kwietnia 2015: bieg
Mogłem sobie to bieganie odpuścić. Mogłem - zgodnie z planem - pójść na siłownię. Mogłem, ale skąd niby miałem wiedzieć, co się wydarzy? Planowo miałem do zrobienia 9km w tempie 4:44min/km. Nic wielkiego. Krótki, intensywny - jak na moje możliwości - bieg.
Wszystko fajnie, pogoda dobra, nastrój i chęci też - biegnę. Pisałem kiedyś o wysypce, której czasem dostaję po bieganiu. Dzisiaj dość szybko, bo już około czwartego kilometra najpierw zaczęły mnie swędzieć dłonie. Już wiedziałem, że wkrótce mnie obsypie i nie zdążę dobiec do końca "przed faktem" (zazwyczaj reakcja pojawiała się pod koniec, lub już po wysiłku). Później było tylko gorzej. Znacznie gorzej.
Po siedmiu kilometrach biegu z przerwami zrezygnowałem. Czułem się tragicznie: brak sił, ciężki oddech, uczucie "przyduszenia" (jakby coś siadło na klatce piersiowej i uciskało), straszne tętno, opuchnięta i czerwona twarz, opuchnięte wargi, dłonie jak u myszki Miki, pokrzywka na całym ciele. Jakoś powolutku doczłapałem (w sensie: powoli i chwiejnym krokiem doszedłem) do domu. Wziąłem prysznic i dostałem takich dreszczy, jakbym miał ze 40 stopni gorączki. Położyłem się do łóżka. Z czasem stopniowo wszystko ustępowało. Jednym słowem: tragedia. Tak mocnego ataku tej "wysypki" jeszcze nie miałem.
Gdy jako tako doszedłem do siebie, zabrałem się za szukanie, co to może być za dziadostwo - tak, tak - doktor Google - i znalazłem ciekawy artykuł z czasopisma medycznego "Postępy Dermatologii i Alergologii" traktujący o czymś, co nazywa się "anafilaksją powysiłkową związaną (bądź nie) ze spożyciem pokarmu".
W skrócie i uproszczeniu chodzi o to, że prawdopodobnie któryś ze spożytych pokarmów w połączeniu z wysiłkiem fizycznym o odpowiedniej intensywności, bądź też sam wysiłek fizyczny w połączeniu z jakąś specyficzną temperaturą otoczenia, powoduje powstanie reakcji anafilaktycznej.
Sprawa o tyle skomplikowana, że ani sam wysiłek (bez tegoż pokarmu, lub w innej temperaturze), ani też sam ten pokarm bez połączenia z wysiłkiem, lub samo przebywanie w jakiejś temperaturze bez wysiłku fizycznego, takowej reakcji nie powodują. Musi dojść do odpowiedniej kombinacji wyżej wymienionych przyczyn w wersji pierwszej (odpowiednio intensywny wysiłek + pokarm) lub drugiej (odpowiednio intensywny wysiłek + temperatura - najczęściej niska lub nawet i przyjemna, lecz połączona z chłodnym wiatrem - to już piszę z własnej obserwacji). Dodatkowo czynnikiem wpływającym na powstanie reakcji mogą być pyłki roślin (na które kiedyś byłem uczulony), a nawet włókna którejś konkretnej koszulki, używanej przeze mnie do biegania... Zupełna ruletka.
Wszystkie opisane w tym artykule objawy to wypisz wymaluj to, czego doświadczyłem. Kiepsko. Raz, że - ze względu na dużo możliwości kombinacyjnych poszczególnych "elementów" wywołujących tę reakcję - trudno określić, co jest tak naprawdę jej przyczyną, dwa - nie ma na to żadnej skutecznej terapii.
W przypadku reakcji związanej z jedzeniem i wysiłkiem zaleca się nie jeść niczego min 4 godziny przed wysiłkiem i godzinę po wysiłku, w przypadku reakcji związanej z temperaturą otoczenia, pozostaje chyba tylko zmiana miejsca zamieszkania...
Faktem jest, że gdy biegam w niedzielę (przeważnie rano) to przed biegiem niczego nie jem. Gdy startuję w jakimś biegu, to także zazwyczaj przed biegiem zjem banana, lub wafla ryżowego z miodem i tyle. I nigdy - ani w niedzielę, ani na żadnym z biegów - nie przytrafiła mi się ta reakcja anafilaktyczna. W tygodniu natomiast, biegam przeważnie pomiędzy 17.00 a 18.00. Ostatni posiłek zjadam około godziny 15.00. Całkiem więc możliwe, że któryś ze składników moich posiłków w połączeniu z wysiłkiem o odpowiedniej intensywności wywołuje tę reakcję, ponieważ od 15.00 do 18.00 nie mijają cztery godziny. Zdaję sobie sprawę z tego, że to nie jest mechanika precyzyjna i że równo po upływie czterech godzin od posiłku można już bezpiecznie biegać. Każdy człowiek jest inny. Niemniej jednak, trzy godziny w moim przypadku, a np cztery lub pięć na wszelki wypadek, mogą robić jakąś różnicę.
Na razie plan jest taki, że w dni, kiedy biegam, spróbuję jeść wcześniej (w przypadku siłowni nie ma to żadnego znaczenia, ponieważ po siłowni, czy rowerze nigdy jeszcze taka reakcja mi się nie przytrafiła i pewnie, gdybym nie zaczął biegać, nigdy bym się o niej nie dowiedział). Zobaczę, czy ma to jakiś wpływ na tę anafilaksję. Jeżeli tak - to bardzo dobrze - małym nakładem sił i środków pozbędę się problemu. Jeżeli nie... to na razie nie wiem, co. W każdym razie wolałbym na przyszłość unikać takich "atrakcji", bo wstrząs anafilaktyczny to ogólnie raczej dość poważna sprawa i może mi się czasem przytrafić, że opuszczę ten łez padół w czasie biegu z narastającą prędkością...;)
No i na tyle dziennika w tym tygodniu. W związku z wyjazdem na majówkę po tej nieszczęsnej środowej przygodzie zakończyliśmy bieganie na ten tydzień i w czwartek ruszamy ku przygodzie, a od piątku mamy zamiar przesiąść się na trzy dni na rowery. Czy pogoda dopisze? Czy uda nam się zwiedzić planowane miejsca? Zobaczymy. Jakkolwiek by nie było, na pewno napiszemy o tym na blogu.
No i na tyle dziennika w tym tygodniu. W związku z wyjazdem na majówkę po tej nieszczęsnej środowej przygodzie zakończyliśmy bieganie na ten tydzień i w czwartek ruszamy ku przygodzie, a od piątku mamy zamiar przesiąść się na trzy dni na rowery. Czy pogoda dopisze? Czy uda nam się zwiedzić planowane miejsca? Zobaczymy. Jakkolwiek by nie było, na pewno napiszemy o tym na blogu.
Mało w tym tygodniu biegania, to i dziennik nieduży. Matylda po niedzielnym starcie w Gostyniu do czwartku odpoczywała - a co, należy się ;) Ja znowuż we wtorek nie pobiegałem, ponieważ musiałem trochę popracować, w środę jak zwykle siłownia i tak jakoś zleciało do czwartku.
![]() |
| Koń jaki jest, każdy widzi ;) |
Aktywność fizyczna – czwartek – 23 kwietnia 2015: bieg
Pierwsze lekkie truchtanie Matyldy po starcie w biegu na 10km w Gostyniu. Tak dla rozruszania się, bez żadnych założeń tempowych lub czasowych. Relaksacyjny jogging 5km. Pogoda wreszcie wspaniała, do biegania idealna. Trzeba korzystać, zanim znowu wiatr zacznie głowy urywać.
U mnie dzisiaj 13.5km w tempie 5:48-5:15min/km, tak więc spokojne wybieganie bez szarżowania. Tym razem się pilnowałem i pobiegłem ogólnie na 5:12min/km, czyli powiedzmy - prawie dobrze. Wybrałem trasę: połowa leśną dróżką, a połowa po asfalcie. W lesie całkiem przyjemnie, drzewa się zielenią, kwiatki kwitną, ptaki śpiewają. Miły bieg.
Aktywność fizyczna – piątek– 24 kwietnia 2015: bieg
Dzisiaj kolejne 5km Matyldy. Tym razem nieco szybciej, bo w tempie 5:55min/km. Start w Gostyniu i złamanie godziny pozytywnie nastroiły Matyldę do biegania i teraz ma chęci na "obcinanie" kolejnych minut w biegu na 10km. Dodatkowo pogoda nadal zachęca do wszelakiej aktywności na zewnątrz, tak więc grzechem byłoby nie pobiegać.
Aktywność fizyczna – sobota – 25 kwietnia 2015: rower
Wreszcie dorwaliśmy się do rowerów. Na wycieczce spędziliśmy naprawdę przyjemne popołudnie. Ciepło, słonecznie, lekki wietrzyk i od razu lepiej się jechało.
Po ostatnich wyjazdach przy sporym wietrze myśleliśmy sobie, że jesteśmy tak słabi, że ledwo co się na tych rowerach toczymy. Teraz okazało się, że nie jest z nami aż tak źle. Winowajcą poprzednich "umordowanych" wycieczek był wiatr. Przy normalnym wietrze radzimy sobie całkiem znośnie ;) Nie planowaliśmy jakiejś konkretnej trasy. Tak, pokręciliśmy się trochę po wioskach i nie wiadomo kiedy okazało się, że zrobiliśmy 53km. Jako że pogoda była wspaniała, porobiłem trochę fotek z drogi. Trafiły się koniki, kapliczka, trochę łąki i ładny widoczek.
Aktywność fizyczna – niedziela – 26 kwietnia 2015: bieg
To byłoby tyle, jeśli chodzi o wspaniałą pogodę. Dzisiaj już nie było tak przyjemnie. To znaczy: od rana całkiem nieźle padało. Później przeszło i zebrałem się jakoś na bieganie. Dzisiaj 18km. Z bólem (znowu bąbel na stopie od nowych butów) jakoś utrzymałem tempo 4:55min/km.
Nie to, żeby źle się biegło. Wszystko było dobrze poza tym nieszczęsnym butem... no dobra - przyznam się - jakoś nie chciało mi się dzisiaj zakładać kompresyjnych spodenek do biegania i poszedłem biegać w takich krótkich przewiewnych letnich spodenkach sportowych. Produkt bardzo wygodny i dla użytkownika przyjazny. Pod warunkiem, że ktoś ma uda normalnych rozmiarów. Około 10km trochę się niestety zatarłem... Różnymi sposobami ratując sytuację jakoś dobrnąłem do końca, ale dorobiłem się kolejnego otartego miejsca ;)
Nie to, żeby źle się biegło. Wszystko było dobrze poza tym nieszczęsnym butem... no dobra - przyznam się - jakoś nie chciało mi się dzisiaj zakładać kompresyjnych spodenek do biegania i poszedłem biegać w takich krótkich przewiewnych letnich spodenkach sportowych. Produkt bardzo wygodny i dla użytkownika przyjazny. Pod warunkiem, że ktoś ma uda normalnych rozmiarów. Około 10km trochę się niestety zatarłem... Różnymi sposobami ratując sytuację jakoś dobrnąłem do końca, ale dorobiłem się kolejnego otartego miejsca ;)
Z powodu niepewnej pogody nie wybraliśmy się dzisiaj na rower. Mieliśmy w planie trochę dłuższy wyjazd z przerwą po dotarciu do celu, lecz z powodu porannego deszczu i związanego z nim opóźnienia w bieganiu, gdy wreszcie pogoda się ustabilizowała, stwierdziliśmy, że na dłuższą wycieczkę już za późno, a na jeżdżenie "wkoło komina" po znanych drogach jakoś nie mamy ochoty.
Plan wycieczkowy postaramy się zrealizować przy następnej okazji, a tymczasem poprzestaliśmy na niedzielnym bieganiu i nadrabianiu zaległości w lekturze. Wieczorkiem, kiedy ładnie się rozpogodziło, Matylda przebiegła dla przewietrzenia 10km, a ja potowarzyszyłem jej podczas biegu na rowerze. Cała ta wspólna zabawa zakończyła się całkiem niezłym wynikiem biegowym Matyldy, a właściwie - zrobioną bez nadmiernego wysiłku - najszybszą do tej pory "dziesiątką".
Plan wycieczkowy postaramy się zrealizować przy następnej okazji, a tymczasem poprzestaliśmy na niedzielnym bieganiu i nadrabianiu zaległości w lekturze. Wieczorkiem, kiedy ładnie się rozpogodziło, Matylda przebiegła dla przewietrzenia 10km, a ja potowarzyszyłem jej podczas biegu na rowerze. Cała ta wspólna zabawa zakończyła się całkiem niezłym wynikiem biegowym Matyldy, a właściwie - zrobioną bez nadmiernego wysiłku - najszybszą do tej pory "dziesiątką".
















































